Każdorazowo zjadając węglowodany i tłuszcze, zwiększamy ilość wolnych rodników krążących z naszą krwią. W świąteczny wieczór jesteśmy szczególnie na to narażeni. Wolne rodniki przyczyniają się do miażdżycy i chorób serca. Za to, jak przeczytacie w Journal of Food Science, zjadając pomarańczę, hamujemy negatywny wpływ nawet na kilka godzin po posiłku. To zasługa kombinacji antyoksydantów zawartych w tych cytrusach. Najlepiej jeśli owoce zjemy jako deser… po barszczu, pierogach i karpiu w galarecie.
Tradycja przewidziała jeszcze inne wspomagacze na ten wieczór. W moim domu na święta najczęściej robimy kompot z suszu, jednak lepszy będzie kompot z suszonych śliwek. Skuteczniej uratuje nas przed skutkami obżarstwa. Śliwki mają właściwości przyspieszające trawienie dzięki dużej zawartości błonnika. Poza tym znajdziecie w nich również sporo witamin C, E, karotenów i polifenoli.
Do kompotu dodaję imbir i polecam każdemu. Napój będzie nie tylko rozgrzewający, ale – o czym tu mowa – również przyspieszy metabolizm. Wspomagające działanie imbiru zaczyna się już od naszych ust – najpierw pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego, a następnie wspiera pracę wątroby oraz działa rozkurczowo, zapobiegając wzdęciom.
Rolki
Oczywiście, jeśli przy świątecznym stole pójdziemy na całość, to ani śliwki, ani imbir nie pomogą. Wszystko to pyszne, jasne, ale szczerze życzę Wam odrobiny rozsądku i umiaru.