Przejdź do treści

Sylwia Majcher: statystyczna polska rodzina wyrzuca do kosza co roku jedzenie warte 2500 złotych

Sylwia Majcher / Arch. prywatne S. Majcher
Sylwia Majcher / Arch. prywatne S. Majcher
Podoba Ci
się ten artykuł?
Podoba Ci
się ten artykuł?

Codziennie pisze, jak nie marnować jedzenia. Tworzy patenty i przepisy, dzięki którym zastanowisz się dwa razy zanim coś wyrzucisz do kosza. Sylwia Majcher, dziennikarka i blogerka, niedawno wydała swoją drugą książkę – „Wykorzystuję, nie marnuję”. – Po sprawdzeniu śmietników dostrzegłam, jakich odpadów produkuję najwięcej i próbowałam dla nich znaleźć alternatywę – mówi w rozmowie z Hello Zdrowie. 

Magdalena Bury: Kiedy ostatnio wyrzuciłaś jedzenie, które nie nadawało się już do spożycia?

Sylwia Majcher: W tym tygodniu w koszu wylądowało nadgniłe jabłko i kawałek białego sera, który zbyt intensywnie podszedł wodą. Była też niedojedzona przez syna kromka chleba z miodem, na którą nikt nie miał ochoty, więc trafiła do śmietnika.

Te straty skrupulatnie notuję, żeby znać przyczynę marnowania. Czasami, jak w przypadku jabłka, działa siła wyższa – owoc musiał być wcześniej obity, czego nie zauważyłam i szybko straciło potencjał. Ser nie został odpowiednio przykryty i zbyt długo czekał na zainteresowanie.

Da się gotować, by niczego nie marnować?

Warto regularnie monitorować swoje resztki. Sprawdzać ich stan, menu kreować według zawartości lodówki i szafek kuchennych. Ta wiedza naprawdę ogranicza skalę marnowania. Zanim ruszymy do sklepu, sprawdźmy ofertę domowych zapasów. Pomaga też zmiana perspektywy.

Z badań Banków Żywności wynika, że ponad 70 proc. Polaków nie kupuje brzydkich warzyw i owoców. Doceniajmy je bardziej, pod tą nieciekawą wierzchnią warstwą tkwi pyszny potencjał. Pomarszczona marchewka czy zwiędła rzodkiewka wciąż dobrze smakują. Można je upiec, ukręcić z nich pesto, wykorzystać w koktajlu.

Czy gdzieś istnieje więc miejsce resztek?

Zdecydowanie na talerzu. Inwestycja w ich regenerację opłaca się naszemu portfelowi – statystyczna polska rodzina wyrzuca do kosza co roku jedzenie warte 2500 złotych, planecie, bo każdy produkt w śmietniku to strata wody i energii. Wreszcie naszemu podniebieniu – z resztek powstają zaskakujące kompozycje.

Sylwia Majcher / Arch. prywatne S. Majcher

Od czego zaczęła się twoja przygoda z less waste?

Od porządków w lodówce. Najpierw wdrożyłam proces niemarnowania w kuchni, by całkiem naturalnie rozszerzyć go na inne domowe przestrzenie. Zaczęłam być zmęczona nadmiarem, więc sukcesywnie pozbywałam się niepotrzebnych ubrań, przeczytanych książek, zabawek z dziecięcego pokoju.

Po sprawdzeniu śmietników dostrzegłam, jakich odpadów produkuję najwięcej i próbowałam dla nich znaleźć alternatywę. Przestałam kupować gotowe środki czystości – proszek do prania, tabletki do zmywarki, płyn do czyszczenia. Robię je bez problemu sama. To okazało się jednym z najłatwiejszych wyzwań.

Etykieta na produkcie / istock

Bycie less waste zimą różni się czymś od bycia less waste wiosną?

Wiosną natura ułatwia nam podejmowanie nowych wyzwań. Mamy więcej energii i potrzebę zmiany zakorzenioną w podświadomości. Jest cieplej, więc wygodniejsza jest zmiana samochodu na rower czy spacer. Gotujemy lżej, bo w targowej ofercie pojawia się spory wybór soczystych warzyw i owoców.

Dla niektórych samo przetrwanie zimy bywa wyzwaniem, ale to pora roku, która też ma potencjał nie do zmarnowania. Dłuższe wieczory pozwalają na robienie rozsądnych planów, eksperymenty w produkcji domowych kosmetyków czy relaksujących naparów.

Zero waste w Polsce jest łatwe? 

Coraz łatwiejsze. Większość sieciowych sklepów pozwala już na zrobienie zakupów do własnych siatek czy pudełek, co sprawia, że możemy bez problemu unikać zbędnego plastiku. Nawet najmniejsze kawiarnie nie protestują już przeciw nalaniu kawy do kubka klienta. Sporo z nich proponuje nawet zniżkę za ten wybór. W popularnych drogeriach znajdziemy szampony czy mydła w kostce.

Zgodnie z nowymi przepisami jesteśmy zobligowani do segregowania śmieci na 5 frakcji – to ogromna i potrzebna zmiana, która może być całkiem niezłą motywacją do ograniczania bałaganu w naszej przestrzeni. Mamy gotowy pakiet rozwiązań, wystarczy wcielić go w życie.

W księgarniach jest coraz więcej książek poświęconych bezodpadowemu stylowi życia. Dzięki temu, że poradniki napisane są przez polskich autorów, ich patenty dostosowane są do rodzimych realiów. Takiego wsparcia wcześniej brakowało.

Jak przekonać rodzinę do bycia less albo zero waste? Czy w ogóle to ma sens? 

Najlepiej dobrym przykładem. Nic na siłę, bo przymus i wzbudzanie wyrzutów sumienia mogą przynieść odwrotny skutek. Warto pokazać oszczędności – nie tylko materialne, ale także realne dla planety. Udowodnić sceptykom, że nawet małe kroki mają duże znaczenie.

Czasem działa prezentacja korzyści – takich jak fakt, że produkcja domowych kosmetyków jest lepsza dla naszej skóry. Mamy wpływ na skład i unikamy szkodzącej nam chemii. Możemy sprowokować do złapania bakcyla niemarnowania.

Robimy listę zakupów i dzięki niej mamy gotowy plan posiłków, jemy smaczniej i bez stresu. W sklepie spędzamy mniej cennego czasu. W kuchni jesteśmy bardziej kreatywni. Ten katalog zysków bywa najbardziej skuteczny.

Jedzenie wyłożone na stole (makaron w kształcie torby na zakupy, szklana butelka mleka, wytłaczanka jajek, dwa słoiki i siatka pomidorów)

Jak być less waste w podróży?

Trzeba ją dobrze zaplanować. Zabrać swoją butelkę, kubek na kawę. Spakować mniej rzeczy, tam gdzie się da korzystać z lokalnych pralni. Bilety najlepiej mieć w wersji elektronicznej, w autobusach i tramwajach wielu miast wystarczy aplikacja, nie trzeba drukować dokumentu potwierdzającego przejazd. Dobrze jest dzielić podróż autem, korzystać z grupowych przejazdów, ograniczać loty samolotem, a jeśli decydujemy się na ich wybór – zapłacić podatek ekologiczny, ta opcja jest do wyboru przy zakupie biletu.

To nie są duże kwoty, a pokazują naszą odpowiedzialność. Gdy woda w miejscu, w którym jesteśmy, nadaje się do picia – korzystajmy z tego. W Danii w hotelu w widocznym miejscu dostrzegłam komunikat, który mnie ucieszył. Była informacja, że kranówka w tym kraju jest dobra, więc zaleca się jej picie. Goście bez problemu podjęli wyzwanie.

A w sklepie? Czy wystarczy mieć swoje materiałowe torby, by być bardziej eko?

Torby to początek rewolucji. Ważne jest też, co do nich wkładamy. Zalecam znacznie częstszy sezonowy wybór. To ważne szczególnie w przypadku warzyw i owoców, jakie rosną w naszym klimacie, bo one nie pokonywały tysięcy kilometrów, by dotrzeć na półki sklepów. Dzięki takim decyzjom ograniczamy ślad węglowy. Doceniajmy bardziej rodzime składniki, lokalnych producentów, którzy robią genialne rzeczy.

Syrop z agawy czy olej kokosowy jest kuszący, ale mamy fantastyczny miód i wyborne oleje – lniane, makowe, z dyni czy orzechowe. Nie namawiam do buntu przeciwko egzotycznym produktom, bo sama robię lody z dojrzałych bananów czy ocet ze skórek cytrusów. Po prostu zachęcam do przechylenia wagi w kierunku rodzimych skarbów natury.

Wykorzystuję, nie marnuję / Arch. prywatne S. Majcher

Twoja książka „Wykorzystuję, nie marnuję” niedawno trafiła do księgarń. Dlaczego, twoim zdaniem, Polki potrzebowały książki z projektem zmian?

Moja książka „Wykorzystuję, nie marnuję” przydaje się do podjęcia wyzwania. Niby wiemy, że z planetą jest źle, oglądamy przerażające zdjęcia wielorybów, które w żołądkach mają plastikowe butelki, nasze szczoteczki do zębów czy reklamówki. Ale trudno nam się często zmobilizować i przełożyć tę wiedzę na realne działania.

Nie wiemy od czego zacząć, co naprawdę ma sens, czy chodzenie z własną siatką po zakupy uratuje fokę. W plannerze udowadniam, że te drobne gesty mają ogromną moc. Popieram śmiałe tezy konkretnymi liczbami i wynikami badań. To sugestywny przekaz, który wspiera i mobilizuje do zmiany.

W EKOplanerze zawarłaś cotygodniowe ekowyzwania na cały rok. Które jest twoim ulubionym?

Nie mam jednego. Każde jest mi bliskie, bo realizuję te opisane wyzwania sukcesywnie. Czasem nieudolnie, ale podejmuję próbę. Lubię wyzwania dotyczące kosmetyków, bo one otworzyły mi nową perspektywę, zrobiłam spory krok w kierunku natury.

Przegląd szafy też mnie wiele nauczył. Robię go regularnie, bez sentymentów. To czyszczenie przynosi niesamowitą ulgę. Moje wyzwania są dość uniwersalne, ale decyzja o ich podjęciu i potem realizacja sprawiają, że stają się bardzo osobiste. I dają rozmaite korzyści.

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawieniaRozwiń

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy: