Przejdź do treści

Prof. Jacek M. Witkowski: Nasza odporność wcale nie pochodzi tylko z jelit

Tekst o roli całego ciała w odporności. Na zdjęciu: Kobieta idąca z szalikiem - HelloZdrowie
Odporność wcale nie pochodzi tylko z jelit / istock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Podoba Ci
się ten artykuł?

„Teraz, w dobie pandemii, musimy jeszcze bardziej dbać o naszą odporność” – to zdanie słyszymy z wielu stron od kilku miesięcy. I chociaż wiemy, że odporność jest teraz bardzo ważna, chyba nie do końca wiemy, czym ona jest. Jak o nią dbać? I w jaki sposób możemy ją zniszczyć? I czy nie popełniamy błędu, mówiąc: czuję, że mam niedobory odporności? O tym wszystkim w rozmowie z Hello Zdrowie mówi prof. dr hab. n. med. Jacek M. Witkowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Immunologii Doświadczalnej i Klinicznej.

 

Magdalena Bury, HelloZdrowie: Czym jest odporność?

Prof. dr hab. n. med. Jacek M. Witkowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Immunologii Doświadczalnej i Klinicznej: Odporność to zdolność naszego organizmu, a konkretnie parudziesięciu typów wyspecjalizowanych komórek odpornościowych, do rozpoznania patogenu (chorobotwórczego wirusa, bakterii, grzyba, pierwotniaka, a także własnych komórek organizmu zainfekowanych przez wirusa czy zmienionych nowotworowo) i jego neutralizacji.

Czyli – odporność to warunek przeżycia w środowisku, w którym patogeny są powszechne. Odporność dzielimy najogólniej na wrodzoną, zabezpieczaną głównie przez (znane z wyników badania morfologii krwi) granulocyty obojętnochłonne (neutrofile) i monocyty/makrofagi, oraz odporność nabytą (adaptywną), którą wytwarzają w nas różne odmiany limfocytów.

Czy wystarczy łykać probiotyki, by nasz układ immunologiczny działał na najwyższych obrotach?

To nie najlepiej sformułowane pytanie, gdyż chcemy, aby nasz układ odpornościowy działał skutecznie, do czego „najwyższe obroty” nie są potrzebne, a nawet mogą zaszkodzić, jak np. niesławna „burza cytokinowa” w COVID-19.

Istotna jest równowaga pomiędzy procesami pobudzającymi i hamującymi to działanie. Nasz układ odpornościowy działa stale, w zależności od potrzeb. Intensywność jego działania (czyli skuteczność aktywności przeciwbakteryjnej, przeciwwirusowej, itd.) zależy z jednej strony od „ładunku” patogenu, z drugiej zaś od zapewnienia mu przez organizm warunków do pracy.

Na czym polegają te procesy?

Otóż, aby skutecznie (i szybko) zneutralizować infekcję bakteryjną czy wirusową, potrzebujemy wytworzyć w ciągu kilku dni wielomilionową „armię” komórek odpornościowych (głównie limfocytów T i B), zdolnych do rozpoznania i pokonania wroga, czyli patogenu.

Każdy z nas zna ten proces, gdyż widzimy go jako związane z infekcją powiększenie węzłów chłonnych czy migdałków podniebiennych. Aby zbudować to krocie limfocytów, musimy mieć odpowiednie ilości budulca – czyli substancji odżywczych: białek, cukrów i lipidów, ale także witamin i mikroelementów.

Ważna jest właściwa, odpowiednio bogata, zróżnicowana dieta. Odżywianie jest bardzo ważne dla utrzymania sprawności naszego układu odpornościowego, ale samo dobre, „zdrowe” odżywianie nie wystarczy.

Tekst o roli całego ciała w odporności. Na zdjęciu: Mężczyzna w okularach i beżowej koszuli - HelloZdrowie

Czyli nasza odporność wcale nie pochodzi z jelit?

Oczywiście, że nie. Oprócz układu pokarmowego także skóra, układ oddechowy, moczowo-płciowy to drogi wnikania patogenów do organizmu i miejsca kontaktu komórek odpornościowych z patogenami w celu odpowiedzi (na te już znane) lub nauczenia się tej odpowiedzi w stosunku do nowych. W każdym z tych układów znajdziemy – podobnie jak  w jelicie i innych częściach układu pokarmowego – tzw. grudki chłonne, czyli trwałe skupiska komórek odpornościowych (głównie, choć nie wyłącznie, limfocytów) odpowiadających na antygeny. Ponadto znaczna część odpowiedzi adaptywnej „dzieje się” w obwodowych narządach limfatycznych: węzłach chłonnych i śledzionie.

Dr n. med. Jarosław Biliński o mikrobiocie

Mówimy potocznie, że ktoś ma gorszą albo lepszą odporność. To prawda?

Pewne aspekty działania naszego układu odpornościowego zależą od genetyki, na którą nie mamy wpływu. Ale już wykorzystanie informacji genetycznej, kontrola nad aktywnością genów (w tym tych, których produkty uczestniczą w procesach odpornościowych) – czyli procesy epigenetyczne i inne zachodzące w komórkach odpornościowych – w mniejszym bądź większym stopniu zależą od środowiska, diety, ruchu, stresu, ekspozycji na substancje immunotoksyczne i wielu innych czynników.

A co z wiekiem?

U małych dzieci układ odpornościowy dopiero się uczy rozpoznawania i neutralizacji patogenów, natomiast u osób w podeszłym wieku już bardzo wiele potrafi, ale nie ma środków do wykorzystania tej „wiedzy”, bo sam się też starzeje. Z wiekiem wiąże się tzw. immunobiografia każdego z nas – przebyte choroby (zwłaszcza zakaźne, zapalne i nowotworowe) wpływają na późniejsze działanie układu odpornościowego.

Jaka jest więc odporność noworodków, które przychodzą na świat?

Można powiedzieć, że układ odpornościowy noworodka jest naiwny, bo praktycznie nie miał jeszcze kontaktu z żadnymi patogenami (może z wyjątkiem tych, które napotkał w trakcie porodu w drogach rodnych swojej mamy). To oczywiście nie znaczy, że noworodek nie ma żadnej ochrony przed patogenami – działa już u niego tzw. odporność wrodzona – czyli wspomniane powyżej komórki takie jak neutrofile i monocyty/makrofagi, które potrafią pochłonąć bakterię w procesie zwanym fagocytozą i ją zabić.

Komórki odpowiedzi wrodzonej wobec każdego patogenu działają według stosunkowo prostego „programu”: najpierw rozpoznają pewne tzw. wzorce molekularne – podobne u np. bakterii, a niewystępujące w komórkach człowieka, po czym dokonują fagocytozy i zabicia „pożartego” patogenu za pomocą enzymów, wolnych rodników (reaktywnych form tlenu) i innych toksycznych dla bakterii substancji.

Niestety, ta obrona nie jest skuteczna w stosunku do wirusów. Na szczęście noworodek jest chroniony biernie przez przeciwciała pochodzące od jego mamy, które dostały się do jego krwi przez łożysko. Ponadto, przeciwciała obecne są także w matczynym mleku – najwięcej w siarze, ale w późniejszych okresach laktacji jest ich tam całkiem sporo. W międzyczasie układ odpornościowy noworodka, a potem niemowlaka, a w szczególności jego część zwana odpornością nabytą lub adaptywną, styka się z wirusami i bakteriami w środowisku, w pokarmach, które dziecko zaczyna przyjmować, zaczynając się ich uczyć.

Zaczyna rozpoznawać, odróżniać obcego (patogen) od swoich własnych komórek, wytwarzać swoiste przeciwciała i klony komórek pamięci odpornościowej nakierowanych na dany patogen, a dokładniej na jego konkretne, pobudzające odporność składniki, zwane antygenami.

Ta nauka może odbywać się (nawiązując do terminologii militarnej) „bojem” – czyli przez kontakt z żywym, wirulentnym (czyli powodującym chorobę) patogenem, albo poprzez „ćwiczenia”, którymi w tym przypadku jest kontakt z zabitym patogenem lub jego antygenowymi fragmentami, zawartymi w szczepionkach. Dlatego tak ważne, aby każde dziecko przeszło przez cały cykl szczepień ochronnych, bo to zabezpieczy je przed niebezpiecznymi, a często śmiertelnymi chorobami zakaźnymi.

Odżywianie jest bardzo ważne dla utrzymania sprawności naszego układu odpornościowego, ale samo dobre, „zdrowe” odżywianie nie wystarczy

Prof. dr hab. n. med. Jacek M. Witkowski

Czyli tak naprawdę nasza odporność kształtuje się przez całe życie…

Oczywiście najważniejsze są pierwsze lata życia, kiedy bardzo intensywnie działa grasica – narząd, który produkuje i wysyła do krwi i obwodowych narządów limfatycznych miliony „naiwnych” limfocytów T o „kosmicznej”, liczonej w milionach wariantów, różnorodności ich receptorów dla antygenów. Dzięki temu nasz układ odpornościowy może rozpoznać i zareagować praktycznie na każdy, w tym nowy, patogen.

Z wiekiem wytwarzamy coraz mniej naiwnych limfocytów i dlatego zdolność układu odporności adaptywnej ludzi w podeszłym wieku do reagowania na nowe patogeny (np. na SARS-CoV-2 czy na nowe warianty wirusa grypy) jest gorsza niż u ludzi młodych. Co oczywiście nie znaczy, że układ odpornościowy starych osób w ogóle nie radzi sobie z nowymi wyzwaniami, a co najwyżej potrafi – dzięki komórkom pamięci – zwalczać już „dobrze znane” patogeny.

Można na stałe popsuć sobie odporność?

Na stałe? Jedynie przez zniszczenie centralnych narządów odpornościowych (zwłaszcza szpiku kostnego i grasicy), które jednak mają „wbudowaną” bardzo silną zdolność do regeneracji. Szpik przez całe życie, grasica w młodości. Czyli, jeśli ustanie przyczyna uszkodzenia, odporność się z czasem odbudowuje, chociaż nie musi działać tak samo jak przedtem.

Na pewno zniszczyć odporność może wszystko, co spowoduje, że przestaniemy produkować komórki odpornościowe – czyli np. choroba popromienna, a także nowotwory z grupy białaczek – bo te, rozwijając się w szpiku kostnym, zajmują miejsce rozwoju prekursorom prawidłowych komórek odpornościowych i innych krwinek.

Odporność specjaliści niszczą czasami celowo – po to, aby pacjent, u którego muszą dokonać przeszczepienia szpiku czy innego narządu, nie odrzucił go jako czegoś obcego. W tym ostatnim przypadku dokonują zresztą ograniczonej tzw. immunosupresji, gdyż chcą, aby pacjent po przeszczepieniu zachował zdolność obrony przed patogenami.

Obecnie popularne jest hasło „niedobory odporności”. Czym są i kto musi się z nimi zmagać? Da się je wyleczyć?

To nie hasło, tylko grupa ponad 100 chorób będących genetycznie uwarunkowanymi wrodzonymi (pierwotnymi) niedoborami odporności o różnym poziomie niedoboru, a także bardzo wiele niedoborów nabytych takich jak AIDS, ale również będących wynikiem ekspozycji na toksyczne substancje obecne w powietrzu, wodzie, jedzeniu… oraz podeszłego wieku.

Pierwotne niedobory odporności zwykle ujawniają się już w dzieciństwie, typowo jako zwiększona częstość i ciężkość chorób zakaźnych. Leczymy je głównie podając to, czego brakuje, czyli przeciwciała (immunoglobuliny).

Jeśli natomiast chodzi o wtórne niedobory, to pierwszym warunkiem wyleczenia jest identyfikacja i usunięcie przyczyny. Zwykle wtedy szpik kostny i narządy odpornościowe odbudowują sprawny układ odpornościowy.

A antybiotyki? Skoro niszczą naszą florę bakteryjną, wpływają też na odporność…

Jak najbardziej. Antybiotyki zmieniają skład i proporcje różnych gatunków bakterii obecnych w naszych jelitach (obecnie nazywamy je mikrobiomem czy mikrobiotą, określenie „flora” rezerwując dla roślin).

Prawidłowy mikrobiom stymuluje właściwy rozwój układu odpornościowego tak, aby istniała w nim równowaga pobudzenia i hamowania, chwilowo tylko przesuwająca się w kierunku przewagi pobudzenia w trakcie infekcji przez patogeny, a po ich neutralizacji przywracana.

Zmienione przez antybiotyki proporcje i liczby poszczególnych gatunków mikroorganizmów tworzących mikrobiom powodują przewlekłe przesunięcie tej równowagi w kierunku pobudzenia, co może skutkować np. zapaleniami jelit, ale także chorobami zapalnymi poza układem pokarmowym. Dlatego antybiotyków trzeba używać oszczędnie, jak najkrócej i tylko wtedy, kiedy są rzeczywiście konieczne.

Ostatnio w kontekście pandemii dużo mówi się o odporności stadnej.

Odporność stadna (ang. herd immunity) lub lepiej brzmiąca „odporność populacyjna” to stan populacji ludzi, w której tak duży odsetek osób już zaraził się danym patogenem i nań uodpornił, że „odległość” pomiędzy wprowadzoną do tej populacji osobą zarażającą, a możliwą do zarażenia najbliższą jeszcze nieodporną osobą jest zbyt duża, aby mogło nastąpić przekazanie patogenu (w tym wypadku SARS-CoV-2) i zarażenie kolejnych osób.

Odporność populacyjną wywołuje oczywiście nie tylko przechorowanie (nawet skąpo- czy bezobjawowe) i uodpornienie się na patogen, ale także szczepienia przeciwko niemu, o ile odsetek wyszczepionych będzie odpowiednio wysoki.

W przypadku COVID-19 ten odsetek jest obliczany na  60–70 proc., są to jednak dopiero pierwsze próby jego określenia. Co gorsza, nie wiadomo, czy odporność populacyjna będzie skuteczna w przypadku SARS-CoV-2, ponieważ nie wiemy jeszcze, jak długo utrzymuje się odporność u osoby, która przeszła tę infekcję.

Od czego zależy to, czy jesteśmy odporni na koronawirusa?

Ponieważ na razie nie wprowadzono do powszechnego użytku skutecznej i bezpiecznej szczepionki przeciwko SARS-CoV-2, nikt nie jest „z góry” odporny na tego wirusa i układ odpornościowy każdego z nas uczy się z nim walczyć „bojem”.

Skuteczność tak wytworzonej odporności (w postaci swoistych przeciwciał przeciwko antygenom wirusa i komórek cytotoksycznych) jest różna u różnych osób, z powodów i genetycznych i innych (w tym niewłaściwa dieta, skażenie środowiska, przewlekłe choroby zapalne, otyłość i inne). Nawet w jednej rodzinie (mieszkającej ze sobą), gdzie wszyscy mogą mieć potwierdzony testami kontakt z wirusem, część osób przechoruje COVID-19 ciężko, część lekko, a część przejdzie infekcję bezobjawowo…

Dlaczego szczepienia są jednym z najważniejszych osiągnięć medycyny?

Mogę się mylić, ale choroby zakaźne w ciągu całej historii ludzkości zabiły prawdopodobnie największą liczbę ofiar, większą niż inne choroby czy wojny. Śmierć z powodu czarnej ospy, dżumy, polio czy tężca, a także pandemicznej grypy – żeby wymienić tylko kilka z tych chorób – była nie tylko powszechna (ginęły miliony, a w XVI-XVIII wieku w samym Krakowie były 92 epidemie dżumy), ale straszna zarówno dla samego chorego jak i tych, którzy widzieli jego koniec (i nie umarli na tę samą chorobę).

Wynalezienie szczepionki przeciwko ospie prawdziwej w 1796 roku przez Edwarda Jennera, a przeciwko dżumie przez Waldemara Haffkine’a w 1897 roku zmniejszyło umieralność z powodu tych chorób o wiele rzędów wielkości i – w przypadku ospy prawdziwej, doprowadziło do całkowitej eradykacji wirusa z naturalnych środowisk. Praktycznie nie ma przypadków polio (ostatni przypadek w Polsce był ponad 40 lat temu, a na świecie z ponad 300 tysięcy zachorowań w 1988 roku ich liczba spadła do nieco ponad 100 w 2019…).

Zanikają choroby mniej śmiertelne, ale także niebezpieczne – różyczka, krztusiec, pneumokokowe zapalenie płuc i wiele innych. To chyba wystarczający powód, dla którego szczepienia można uznać za jedno z najważniejszych, jeśli nie najważniejsze osiągnięcie medycyny.

Czy w czasie pandemii powinniśmy się szczepić? Jak to robić bezpiecznie?

Oczywiście w czasie pandemii powinniśmy się szczepić. Dzieci powinny przechodzić przez wszystkie cykle szczepień zgodnie z obowiązującym kalendarzem szczepień, a dorośli nie powinni unikać szczepień przeciwko grypie czy pneumokokom. Oczywiście o tym, czy można się zaszczepić, być zaszczepionym w danym momencie decyduje stan zdrowia i powinien on przed zaszczepieniem być oceniony przez lekarza. Jeśli ten nie znajdzie przeciwwskazań, należy się zaszczepić.


Prof. dr hab.  n. med. Jacek M. Witkowski – Prezes Polskiego Towarzystwa Immunologii Doświadczalnej i Klinicznej, Vice-Przewodniczący Komitetu Immunologii i Etiologii Zakażeń Człowieka Polskiej Akademii Nauk, Dyrektor Pierwszej Szkoły Doktorskiej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, Kierownik Katedry i Zakładu Fizjopatologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.