Przejdź do treści

„Przygotowanie zdrowego posiłku może nieść równie dużo miłości, co upieczenie ciasta”. Psychodietetyk o żywieniowych błędach popełnianych z… miłości

Upieczenie ciasta nie jest jedyną formą wyrażania miłości. Szukajmy innych sposobów! \źródło: pexels.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Podoba Ci
się ten artykuł?

„Oreo, czemu to ty jesteś Oreo!”- taką zabawną parafrazą swój wpis na Instagramie rozpoczął Damian Parol, psychodietetyk. Tylko że powodów do śmiechu nie ma, bo traktuje on o miłości poprzez jedzenie i jej fatalnych skutkach. Pretekstem stały się Walentynki. „Od zjedzenia raz w roku kilku czekoladek w kształcie serca, które dostało się od kochanka, nic strasznego się nie dzieje. Gorzej, kiedy jedzenie staje się jedyną formą wyrażania miłości i uczymy tego dzieci”- zaznacza.

Jeszcze serniczka?

Damian Parol na początku wpisu informuje, że jedzenie, oprócz żywieniowych, ma również wiele swoich pozabiologicznych funkcji, które nie mają nic wspólnego z jego wartością odżywczą.  Na przykład za pomocą jedzenia wyraża się miłość.

„Wśród podarków, którymi wymieniają się zakochani bardzo często pojawiają się słodycze – szczególnie czekoladki. Zjedzenie wspólnego posiłku jest niemal obowiązkowym elementem randki. Nie dotyczy to jednak wyłącznie miłości romantycznej – bardzo często rodzice i dziadkowie okazują swoje uczucia poprzez częstowanie dzieci smakołykami. To, że babcia wciska Ci kolejny kawałek serniczka wynika zazwyczaj z troski i okazywania w ten sposób miłości. Nie zmienia tego fakt, że po czwartym kawałku jedyne uczucie, jakie masz to zgaga”- opisuje.

Czy to źle? Ekspert zaznacza, że w wielu sytuacjach to są bardzo pozytywne gesty: na przykład kiedy rodzice szykują dzieciom drugie śniadanie do szkoły, albo kiedy ktoś gotuje obiad dla całej rodziny. Jak mówi, sam przynosi co rano żonie kawę do łóżka, a robienie sobie na wzajem herbaty w biurze jest niemal rytuałem.

„To są drobne gesty czułości wyrażone jedzeniem/napojem, które są wręcz zdrowe”- podkreśla.

Jako że dzisiaj świętujemy Walentynki, tych gestów może być więcej. Czy coś nam grozi?

„Od zjedzenia raz w roku kilku czekoladek w kształcie serca, które dostało się od kochanka, nic strasznego się nie dzieje. Gorzej, kiedy jedzenie staje się jedyną formą wyrażania miłości i uczymy tego dzieci”- zaznacza.

Zdaniem autora wpisu, dziadek zabierający wnuka na lody prawdopodobnie nie umie okazywać miłości inaczej. Trudno będzie cokolwiek z tym zrobić. Ale, jak zaznacza psychodietetyk, możemy zawsze grzecznie odmówić.

„Musimy też pamiętać, że to, że ktoś nie zjadł do ostatniego kawałeczka nie znaczy wcale, że się nie najadł lub nie docenił” – pisze.

Damian Parol / Archiwum prywatne

„Bardzo dobrą formą okazywania uczuć jest też… mówienie o nich”

Dziadka nie zmienimy, ale sami siebie już tak. Co możemy zrobić, żeby nie popaść w pułapkę?

Możemy sami uczyć się okazywać uczucia inaczej. Na przykład, kiedy chcemy zrobić dziecku jakiś prezent, to równie dobra jak jajko niespodzianka będzie drobna zabawka, naklejka, coś atrakcyjnego dla konkretnego dziecka”- podpowiada.

Motywacją powinny być statystyki: polskie dzieci jedzą dwa razy więcej cukru niż powinny i tyją najszybciej w Europie.

A przecież przygotowanie zdrowego posiłku może nieść równie dużo miłości, co upieczenie ciasta”- przekonuje.

I dalej:

„Śmieją się czasem, że mężczyzna okazuje miłość naprawiając żonie samochód, ale to wcale nie jest takie złe. Pomoc w czymś, czy po prostu spędzenie razem czasu to świetne sposoby pokazania komuś, że jest dla nas ważny. Bardzo dobrą formą okazywania uczuć jest też… mówienie o nich – niby proste, ale jak śpiewał Muniek: „Prostych słów się boi, największy nawet twardziel” i czasem okazuje się to trudniejsze niż zrobienie trzydaniowego obiadu.”

Ostatnią część wpisu Damian Parol poświęcił okazywaniu miłości samemu sobie. Bo przecież wiele z nas nagradza się jedzeniem i tylko tak umie sprawić sobie przyjemność. Jak to zmienić?

Warto szukać też dla siebie „prezentów”, które sprawią, że zrobi się nam miło, ale nie będą jedzeniem albo alkoholem. Nie jest to łatwe, bo nie tego nas nauczono, ale w czasach, w których jemy po prostu za dużo, warto się tego podjąć”- podsumowuje.

Kobieta jedząca pizzę / istockphoto.com

Damian Parol – kim jest?

Damian Parol z wykształcenia jest doktorem nauk o zdrowiu, magistrem dietetyki i psychodietetykiem. W 2018 r. obronił z wyróżnieniem doktorat na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Tematem jego pracy był wpływ diety wegańskiej na wydolność biegaczy długodystansowych. Ma też legitymację instruktora kulturystyki i przez wiele lat pracował jako trener personalny. Prowadzi bloga i konto na Instagramie @dr.damian.parol, które obserwuje ponad 46 tys. osób. Ma także swoją stronę na Facebooku (65 tys. obserwujących).

„Kiedyś bardzo irytowało mnie to, jak wiele jest w przestrzeni publicznej nieprawdziwych informacji na temat dietetyki. Tworzą je dziennikarze, aktorzy, piosenkarze, fit-celebryci i sami dietetycy. Postanowiłem więc stworzyć bloga, na którym przy pomocy nauki (i wsparciu memów), będę walczył z tymi mitami” – podkreśla dietetyk

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez dr Damian Parol (@dr.damian.parol)

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy: