Za ćwiczeniami nie przepadała
Marilyn nie przepadała za ćwiczeniami, choć miała słabość do ciężarków. Ponoć poranek zaczynała od dziesięciominutowej serii z hantlami o wadze 2,5 kg. Taki trening świetnie działa na ramiona, ale wbrew pozorom również na mięśnie brzucha i pleców. Ale to wszystko do czego była zdolna. Żadnych ćwiczeń na talię czy uda – tę pierwszą miała wybitnie wąską, to drugie – raczej pulchne. I co z tego, skoro i tak najbardziej liczy się stosunek obwodu talii do obwodu bioder? Ten, który prezentowała Marilyn Monroe został uznany za idealny.
Zaraz po ćwiczeniach Marilyn siadała do śniadania. Najczęściej była to szklanka ciepłego mleka, do którego wbijała dwa surowe jajka, po czym wypijała tę miksturę duszkiem. Ohydne? Wtedy wierzono, że taki “drink” świetnie wpływa na budowę mięśni. I nikt nie słyszał jeszcze o salmonelli.

Marilyn i jej śniadanie. Zdjęcie: magazyn Pageant, 1952 rok
Rolki
Surowe marchewki i befsztyk
Lunchu królowa nie jadła, dopiero obiad. Jej obiad spodobałby się mężczyznom – składał się z porządnego kawałka mięsa, przyrządzonego w jakiś prosty sposób – usmażonego, jeśli to był befsztyk albo ugotowanego – jeśli coś innego. Do tego kilka surowych marchewek i… już. Ale za to kolacja służyła do tego, żeby MM miała trochę przyjemności. Wieczorem szła na lody z porządną ilością bitej śmietany. Jakoś trzeba było wynagrodzić sobie tę jakże smutną dietę.
Marilyn przepadała niestety również za tabletkami. Jadła takie na sen i takie, żeby się obudzić. Żeby się uspokoić i żeby mieć siłę pojawić się na planie. Również tabletki stały się przyczyną jej śmierci. Gwiazda wpadała ze skrajności w skrajność, a to nigdy nie jest dobre. Ani w diecie, ani w treningu – ani w życiu.